lekarze
Różne

Lekarze giną w grudniu co roku.

Cała Polska śmiała się z hasła o „psiej” grypie, gdy funkcjonariusze policji walczyli o to, co już dawno im się należało. Jednakże rozprzestrzeniające się „tajemnicze” zniknięcia lekarzy w grudniu zdaje się, że umknęły uwadze mediów. Zapewne również dlatego, że taka akcja ma miejsce co roku i już zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić. Mniej więcej od połowy grudnia umówienie się na wizytę do lekarza staje się niemal niemożliwe.

 

Lekarze giną w grudniu co roku.

Oczywiście grudzień jest idealnym czasem na przedświąteczne porządki, zakupy i inne rzeczy. Do końca nie wiadomo, czy lekarze odpuszczają sobie końcówkę roku właśnie dlatego. Może wybranie się na L4 to kwestia pewnego zawieszenia przed podpisaniem umowy z NFZ. Co roku nikogo nie zaskakuje wydłużający się czas na zawarcie umów o usługi, wieczne trwające negocjacje, kolejki do lekarzy i coroczne zamieszanie z początkiem nowego roku. Najprzykrzejsze jest to, że cierpią na tym pacjenci oraz wydaje się, że sumienia tych, którzy złożyli przysięgę Hipokratesa. Drugorzędową sprawą, choć wcale nie mniej ważną jest cierpienie naszych portfeli. Lekarze pracujący na etacie idą na zwolnienia, więc kolejki do ich kolegów pełniących zastępstwo wydłużają się. Jedyną deską ratunku staje się prywatna wizyta za którą trzeba słono zapłacić.

Nie mam tu na myśli kolejek do lekarzy specjalistów, czy specjalistycznych badań. Zwracam uwagę na lekarzy pierwszego kontaktu, do których możemy iść kiedy dopada nas grypa czy przeziębienie. Dla przykładu opiszę sytuację z życia wziętą.

Okres jesienno-zimowy jest idealnym okresem dla przeziębień i innych chorób. W szczególności narażone są dzieci uczęszczające do żłobków i przedszkoli. Na nieszczęście tydzień przed świętami dwójka moich dzieci rozchorowała się. Pediatra, do którego jesteśmy zapisani był na L4. Drugi z tej samej przychodni również, więc w naszej przychodni pozostały jedynie panie pielęgniarki. Odesłano nas do innych. Po serii telefonów okazało się, że lekarze masowo chorują. Lekarze-zastępujący pełnią zastępstwa za 3-5 lekarzy i czas oczekiwania na wizytę to około tydzień czasu. Więc znowu odsyłają nas na oddział pomocy weekendowej, gdzie nie przyjmuje pediatra! Ewentualnie do szpitala, gdzie owszem zbadają nasze pociechy, ale dopiero po przyjęciu na oddział! Po nowym roku dzwoniłam ponownie do przychodni, gdzie moje dzieci zapisane są do pediatry. Pani doktor już wróciła i ma się świetnie. Podobnie jak jej koledzy z pozostałych przychodni w naszym mieście.

Reasumując całą sytuację. Powiedzcie sobie i swoim dzieciom, żeby nie chorować w grudniu. Inaczej słono zapłacicie za prywatną wizytę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *